X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wodzie i zastanawiała się, co wstąpiło w Knuta. Co, na Boga, może być nie tak z mlekiem? Prze-
cież miało normalny kolor, a i zapach nie wskazywał na to, by skwaśniało. O co właściwie chodziło
synkowi? Ole jednak potraktował go bardzo poważnie, więc najlepiej będzie, jeśli sam sprawdzi
potem kankę.
�shild dokończyła płukanie bielizny, zebrała ją do kosza i poszła rozwiesić pranie na
sznurach. Po drodze mijała miejsce, gdzie w potoku chłodzili mleko. Nagle zatrzymała się
gwałtownie i kosz wypadł jej z rąk, a na ziemię wysypały się mokre rzeczy. Stała jak porażona, nie
wierząc własnym oczom. Nie mogła oderwać wzroku od leżącego na ziemi nieruchomego
zwierzątka. Jęknęła i zakryła usta dłonią. Kotek był martwy.
Usłyszawszy biegnące do niej bliznięta, �shild odchyliła duży kamień i ukryła pod nim
martwe zwierzę. Co najgorsze, kotek leżał obok chochli, którą J�runn zostawiła na ziemi. Pewnie
oblizał z łyżki mleko.
Knut i Hannah-Kari chciały pomóc jej wieszać bieliznę, ale �shild zabrała dzieci znad
potoku na podwórze.
- Czy Margit jeszcze śpi? Może byś sprawdziła, Hannah-Kari?
Dziewczynka pobiegła w tanecznych podskokach w stronę kołyski ustawionej przy
szczytowej ścianie domu. Córeczka jak zawsze jest chętna do pomocy i pogodna, pomyślała �shild
i zerknęła na Knuta, który był nieco poważniejszy, choć także nie stronił od żartów.
Właśnie na schody wyszli Ole wraz z bankierem.
Kiedy pożegnali się na środku podwórza, �shild kończyła wieszać pranie.
-Jak to dobrze, że dzieci tak łatwo zapominają - usłyszała głos Olego, który obserwował
bliznięta z uśmiechem. W jego oczach czaiła się jednak powaga.
- Jaką sprawę miał do ciebie ten człowiek? - �shild nachyliła się po pusty kosz.
- Chodziło o Nielsa Monstrupa z Kopenhagi. Pamiętasz tego bankiera?
- Tego wysokiego łysawego mężczyznę?
- Tak. Nie żyje.
- Czy to oznacza jakieś kłopoty dla S�rholm? - zapytała. Wiadomość nie wywołała w niej
smutku, bo słabo znała tego człowieka.
- Niespecjalnie. On tylko kontrolował księgi. Ale był bardzo zaprzyjazniony z mamą i z
Flemmingiem. Prowadził własny bank w Kopenhadze, gdzie udzielał kredytów oraz doradzał, jak
ulokować pieniądze. Pozostawił go mnie.
- Cały bank? - �shild aż otworzyła usta ze zdumienia. Zaraz jednak pomyślała, że Ole
będzie musiał jechać do Kopenhagi, by pozałatwiać związane ze spadkiem sprawy. A jeśli uzna, że
lepiej poprowadzić bank niż zamęczać się w gospodarstwie? Myśl ta wywołała w niej niepokój.
Popatrzyła na męża badawczo. Czy będą musieli się przeprowadzić do Danii? Wyjechać ze wsi jak
ci, którzy udali się do Ameryki? Nie! Nawet nie chciała o tym myśleć. Zbliża się przecież lato, a
wraz z nim cudowne tygodnie na górskich pastwiskach.
- Tak - odparł Ole zamyślony. - Uczynił mnie jedynym spadkobiercą.
- Jak szybko musisz się zdecydować? - spytała, obawiając się odpowiedzi.
- Nie wiem. Najpierw wszystko rozważę, a potem zobaczymy. Na razie najbardziej
obchodzi mnie kanka z mlekiem. - Odwrócił się, zamierzając pójść nad potok, ale �shild go
zatrzymała.
- Przed chwilą znalazłam martwego kota. Chyba zlizał mleko z chochli - powiedziała i
wzdrygnęła się. Przełknąwszy ślinę, dodała: - Schowałam go pod kamień, by dzieci nie zobaczyły.
- Do diabła! - zaklął Ole i w paru susach znalazł się nad potokiem. A zatem mleko zostało
zatrute, co do tego nie miał wątpliwości. Domyślał się też, czyja to sprawa. Ole wyciągnął kankę z
mlekiem i powąchał. Zapach mleka był odrobinę dziwny, ale w innej sytuacji nie zwróciłby na to
uwagi. Kolor też nie wzbudzał podejrzeń. Jednak trucizna musiała być bardzo silna, skoro kot od
razu zdechł. Ole chwycił kankę i skierował się w stronę lasu. Wysoko w lesie wykopał obcasem
dołek i wlał do niego mleko.
Wracając, przypomniał sobie pożar, który w zeszłym roku wybuchł w kuzni. Powiedział
�shild, że stało się to z powodu jego nieuwagi. Namęczyli się wówczas z Jonem, by ugasić ogień, i
chociaż spłonęło sporo zapasów drewna, uratowali przynajmniej narzędzia i wyposażenie kuzni.
Ole jednak wiedział, że płomienie zajęły najpierw ścianę zewnętrzną i rozprzestrzeniły się szybko,
jakby ktoś polał tę ścianę naftą.
Zbyt pózno ukazała mu się wizja pochylonego człowieka, który krążył pomiędzy
budynkami, by wreszcie zatrzymać się przy kuzni. Poznał tego człowieka, nie mógł jednak nic
zrobić. Odkąd latem J�rn odwiedził �shild, Ole miał się na baczności. Ponieważ jednak nic się
dotąd nie stało, uznał, że J�rn tylko groził. Po pożarze kuzni zrozumiał, że nie może czuć się
bezpiecznie. A dziś ta sprawa z zatrutym mlekiem. To jasne, że Stein, Sjugurd i J�rn nadal żywią
do niego nienawiść. Ciekawe który z nich zakradł się tutaj, by zatruć mleko. To się musiało stać po
porannym obrządku.
Zdecydowanym krokiem Ole ruszył do stodoły po łopatę. Postanowił zakopać głęboko
kankę i chochlę, by nikt się nie natknął na to świństwo. Myślał zwłaszcza o dzieciach, które
buszowały po całej zagrodzie. Tym razem uratował ich Knut, ale nie ma pewności, że zawsze tak
będzie. Ole wiedział z własnego doświadczenia, że czasami wizje pojawiały się znienacka, czasami,
gdy intensywnie o czymś lub o kimś myślał, a znajdował się w pobliżu przedmiotów lub miejsc,
które miały z tym jakiś związek. A czasami w ogóle ich nie miał, choć bardzo mu na nich zależało.
Nauczył się z tym żyć i na co dzień nie sprawiało mu to już kłopotów. Gorzej, gdy
dostrzegał rzeczy, które wymagały ingerowania w życie innych ludzi. Wielu było mu wdzięcznych [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • gim1chojnice.keep.pl