[ Pobierz całość w formacie PDF ]

szybko parę kroków w tył.
- Skarbie, co ci jest? - szepnął Sam. - Wyglądasz, jakbyś
zobaczyła ducha.
Kate oddychała z trudem, ale próbowała nadrabiać miną.
Gdy usłyszała głos Louise, szybko odzyskała spokój i pewność
siebie.
- Bogu dzięki, że cię tu jeszcze zastałam, Sam. Mógłbyś
zostać jeszcze chwilę? - powiedziała recepcjonistka, nie zwra�
cając uwagi na koleżankę. - Mamy spore zamieszanie, a spo�
dziewamy się wkrótce następnej karetki.
- Zaraz przyjdę. - Sam popatrzył uważnie na Kate. - Nic ci
nie jest?
- Wszystko w porządku. Przestraszyłam się, bo Louise
tak nagle otworzyła drzwi - skłamała, ale nie zdołała go prze�
konać.
- Zadzwonię do ciebie.
Telefon brzęczał coraz natarczywiej. Najchętniej odłożyłaby
słuchawkę, by nie słyszeć tego dzwięku, ale Sam od razu do�
myśliłby się, że jest w domu. Wkrótce zapukałby do jej drzwi,
chociaż dochodziła północ. Telefon zadzwonił po raz trzeci.
Teraz natręt powinien chyba zrezygnować.
Owinęła się wielką kapą zszywaną z kawałków tkaniny. Nie
mogła zasnąć. Nadal czuła na ustach pocałunek Sama. Gdy�
by przymknęła oczy, ponure myśl zamieniłyby się w senny ko�
szmar.
W jego ramionach poczuła się tak pożądana i namiętna! Gdy
przed laty obejmował ją Peter, przez moment miała podobne
JEDYNY W SWOIM RODZAJU
61
wrażenie, ale nie była wtedy przygotowana na silne przeżycia
i dlatego nie chciała ulec namowom tamtego mężczyzny.
- Na dobrą sprawę jesteśmy zaręczeni, Kate. Przestań być
taka zasadnicza.
- Nie.
- Dziewczyny zawsze mówią nie. To zrozumiałe. Odmowa
w gruncie rzeczy oznacza zgodę. Zobaczysz, będziesz zadowo�
lona.
Wspomnienia... Zapach alkoholu, ból, upokorzenie.
- Co z tobą, dziewczyno? Jesteś oziębła czy jak?
Telefon znów dzwonił. Kate nakryła głowę poduszką, żeby
go nie słyszeć. Mrok dusił ją niczym nocna zmora. Policzki
miała mokre od łez. Dlaczego nie umie pozbyć się strachu? Nie
chodzi wcale o fizyczny ból. Czuła się oszukana i zdradzona.
Nie tylko Peter wobec niej zawinił. Nadal brzmiały jej w uszach
słowa jej najlepszej przyjaciółki, Elisabeth:
- A czego się spodziewałaś, Kate? Jego rodzice wyjechali,
odwiedziłaś go w domu. Osiemnastoletnia dziewica? Chyba
żartujesz! W dzisiejszych czasach to nie do pomyślenia! Coś
z tobą nie tak?
Nawet matka była przeciwko niej. Okazała się najgorsza ze
wszystkich.
- Peter będzie niedługo wspólnikiem swego ojca w kance�
larii adwokackiej. To złoty interes. Chłopak ma przed sobą
przyszłość. Co ci przyjdzie z tego, że złożysz na niego donie�
sienie? Zwariowałaś, dziewczyno? Na miłość boską, powinnaś
dbać o opinię! Ludzie wezmą cię na języki! Jesteś w ciąży? O to
chodzi. Sądzisz, że jakoś to będzie, jeśli udasz, że się broniłaś?
Zresztą, czego ty właściwie chcesz?
Minęły lata, nim Kate zrozumiała, o co jej wtedy chodziło
JEDYNY W SWOIM RODZAJU
62
i dlaczego tak bardzo cierpiała. Po tamtej nocy uciekła z domu.
Zmieniła szkołę i została pielęgniarką w obcym mieście na pół�
nocy.
Podjęła taką decyzję, bo chciała utwierdzić się w przekona�
niu, że jej pierwszy raz nie powinien wyglądać tak, jak wyglądał.
Pragnęła ufać mężczyznie, którego kochała, i wierzyć niezłom�
nie, że nie będzie przez niego cierpieć. Peter ją wykorzystał
i zadał fizyczny ból, ale nie on jeden zawiódł jej zaufanie.
Przyjaciółka także miała w tym swój udział, a matka dzierżyła
palmę pierwszeństwa.
Wszyscy powtarzali, że coś z nią nie tak. W końcu sama
zaczęła się podejrzewać o jakąś ułomność. Nabrała jednak pew�
ności siebie, gdy w pracy szybko awansowała. Poznała Jamesa.
Koledzy go lubili. Kate uważała, że ma sporo szczęścia, bo
chciał umawiać się z nią na randki. Niestety, i on zbyt szybko
zaczął się domagać czegoś więcej. Przyjaciółki nie mogły zro�
zumieć, czemu uparcie odmawia. James stracił w końcu cierpli�
wość i postawił ultimatum.
- Nie dam się wodzić za nos - krzyczał. - Jesteś chora czy
nienormalna?
Pewnie miał rację. Od początku wiedziała, że ma jakąś wadę.
Na szczęście tego typu skaza nie rzuca się jw oczy jak inne
kalectwa. Przeniosła się do Londynu, zaczęła trenować judo,
znalazła pracę i zmieniła swój wizerunek. Ułożyła sobie życie,
świadomie rezygnując z tych jego aspektów, które były dla niej
niedostępne.
Teraz czuła, że nie stać jej dłużej na takie poświęcenie. Re�
zygnacja zniknęła, gdy Kate zapragnęła mężczyzny, który po�
jawił się tylko na kilka miesięcy. Był jej potrzebny, chciała
zyskać jego przyjazń i miłość, marzyła, by jej... dotykał. Pożą-
JEDYNY W SWOIM RODZAJU 63
dała go niemal do bólu, ale przeczuwała, do czego dojdzie,
gdyby ujawniła, że nie jest zdolna do wyrażania uczuć. Nauczy�
ła się żyć ze świadomością, że cierpiała z winy najbliższych, ale
tym razem przeżywała uczucie o sile tak wielkiej, że mogłoby
nawet zmienić przeszłość i uleczyć chore serce. Z drugiej strony
jednak gdyby się nie udało, zawód byłby dla niej nie do znie�
sienia.
Od pogrzebu ojca nie uroniła ani jednej łzy. Teraz płakała,
jakby znowu ktoś jej umarł.
- Kate, wyglądasz okropnie! Jesteś chora?
- Nie. Przecież wiesz, Margo, że nigdy nie choruję.
- Racja, ale naprawdę żal patrzeć na ciebie dziś rano.
- Nic mi nie jest. Chyba za krótko spałam.
Szczerze mówiąc, przez całą noc nie zmrużyła oka. Przyszła
do pracy tylko dlatego, że czekały ją trzy wolne dni; w przeciw�
nym razie zadzwoniłaby do szpitala i powiedziała, że jest chora.
Jakoś przetrzyma dzisiejszy dyżur. Wolała zajmować się dole�
gliwościami innych ludzi, bo w ten sposób łatwiej zapominała
o własnych. Ta metoda przynosiła dawniej dobre efekty i teraz
na pewno okaże się skuteczna. Kate zrobiła szybki obchód se�
paratek. Zdołała wziąć się w garść, a gdy przy tablicy z opisem
przypadków natknęła się na Sama, poczuła, że na pewno da [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • gim1chojnice.keep.pl